Odtwarzacz CD Audionet PLANCK - referencyjny odtwarzacz berlinskiej firmy

Powrót do przeszłości?

Tekst: Filip Kulpa, Marek Dyba (II opinia) > Zdjecia: Filip Kulpa

Istnieja dwie potencjalne grupy klientów, dla których zakup odtwarzacza CD za ponad 50 tysiecy złotych jest daleki od absurdu. Własnie z mysla o nich powstał Planck – referencyjny odtwarzacz berlinskiej firmy.

Pierwsza grupa to ci, którzy nigdy w pełni nie zaakceptowali plików muzycznych: albo z głebokiego przywiazania do płyt CD, których melomani (niekoniecznie audiofile) maja niekiedy tysiace, albo z przekonania, ze „pliki graja gorzej”. Nie chce w tym miejscu, po raz kolejny zreszta, roztrzasac zagadnienia bezzasadnosci (a wrecz błednosci) tego przekonania. W koncu niniejsza recenzja jest poswiecona odtwarzaczowi, który ma przede wszystkim czytac bity pochodzace z płyt CD; notabene bedace we wczesniejszym „wcieleniu”, rzecz jasna, plikami.

Istnieje jeszcze – tak mi sie przynajmniej wydaje – jedna grupa odbiorców drogich odtwarzaczy kompaktowych. To grupa najmniejsza, ale całkiem mozliwe, ze o pewnym potencjale nabywczym i w najblizszych latach moze sie okazac, ze wcale nie taka mała… Rewolucja plikowa trwa juz od lat i nieraz słyszy sie opinie typu: „Mam juz dosyc tych aplikacji, tego ciagłego skakania po utworach, playlistach itd. Chce po prostu nastawic ulubiona płyte i w spokoju posłuchac muzyki”. Wcale mnie to nie dziwi.

Pisze to ja – zwolennik plików od juz prawie dziesieciu lat, który od 2012 roku nie posiada odtwarzacza CD. Przyznam, ze niekiedy sam miewam ochote, by wyjac płyte, nastawic i posłuchac – od poczatku do konca. Tak po prostu. Własnie dlatego zainwestowałem w gramofon, traktujac go jako odskocznie od codziennej rutyny testowej (prywatnego czasu na słuchanie muzyki mam, przyznaje, niewiele).

A płyty CD? Choc tez sa „fizyczne”, tez sie je „nastawia”, to jednak to juz nie to samo. Dla audiofilów starszej daty wciaz jednak potezne zbiory kompaktów (jakaz to inwestycja!) sa czyms, z czym trudno im sie rozstac. Z kolei wizja bezdusznego zamieniania ich na setki gigabajtów danych jakos ich nie przekonuje. I tak wracamy do punktu wyjscia – potrzebny jest dobry, co tam dobry – jak najlepszy (!) cedek. 

Na Audio Video Show 2016 dało sie zaobserwowac, ze istnieje niewatpliwy sentyment do zródeł CD. Jestem bardzo ciekaw, czy nadchodzaca wystawa High-End w Monachium (gdy czytacie te słowa, juz sie skonczyła, ale dla autora tego tekstu to wciaz przyszłosc) potwierdzi „kompaktowa nostalgie”.

Pomijajac to wszystko, musze przyznac, ze mam pewien sentyment do odtwarzaczy CD Audioneta. Uzywałem ich prywatnie przez wiele lat – najpierw modelu ART V2, potem jego nastepce ART G2, a w koncu ART G3.

Wszystkie zapamietałem jako znakomite. Całosciowo, przez rynek były chyba troche niedocenione, choc w pewnych kregach bardzo uznane. W 2012 roku, po półtora roku
grania, pozegnałem sie z G3, bo jego nastepca – przetwornik Meitnera – co tu duzo gadac, bił go dzwiekowo na głowe.

Gdy bodaj rok temu, własnie na High-Endzie 2016, pokazano Plancka – nowy flagowy odtwarzacz Audioneta – zastanawiałem sie, jak duze (albo jak małe) sa nawiazania do G3. Bo z wygladu to, pomijajac wykonanie, wierna kopia. Wypadało to w koncu sprawdzic…

BUDOWA

Kolejnosc opisu bedzie, jak zwykle, odwrotna w stosunku do kolejnosci procedury testowej. Podkreslam ten fakt, poniewaz ogledziny układu przed jego posłuchaniem wprowadzaja mimowolna, chocby podswiadoma sugestie – a tej recenzent powinien przeciez unikac na wszelkie mozliwe sposoby.

Planck wazy nieco ponad 22 kg (producent podaje nieco optymistycznie, ze 25) i jest przykładem absolutnie bezkompromisowego podejscia do kwestii sztywnosci i precyzji wykonania.

W pełni to docenimy biorac urzadzenie do rak – jest doprawdy pancerne. Obudowa – w kształcie, wymiarach i sposobie montazu – jest identyczna jak ta w modelach serii ART; składa sie z dwóch masywnych czesci: górnej pokrywy stanowiacej jednoczesnie boki urzadzenia oraz chassis z doczepiona czołówka i tyłem. Róznica tkwi w kolorze (rzadko spotykana jasnobrazowa anoda C-32) i uzytych materiałach.

Audionet PLANCK    

Planck, tak samo jak jego protoplasci, jest ładowany od góry. Naped CD-PRO 2LF (Philips) to niejedyny zwiazek z ART-em G3. Wieko mechanizmu – tak zreszta i prawie cała obudowa – jest odlewem ze stopu aluminium anodowanego na nietypowy, jasnobrazowy kolor (C32).

 .Audionet PLANCK

Spód odtwarzacza nie jest juz granitowy, lecz z twardego i gestego tworzywa przypominajacego to, z którego wykonuje sie kuchenne blaty (producent wspomina o aluminium). To oznacza, ze spód jest lzejszy niz w G3 – w przeciwienstwie do góry, która w przypadku ART była drewniana (mdf). W nowym odtwarzaczu zastapił ja ultrasztywny blok aluminium o grubosci 20 mm (!) i masie 8,6 kg, z wycietym otworem zapewniajacym dostep do mechanizmu (tak jak w przypadku wczesniejszych odtwarzaczy Audioneta, mamy do czynienia z top-loaderem). Wieko mechanizmu (lite aluminium o grubosci 10 mm) przesuwamy recznie, porusza sie ono gładko i płynnie (zasługa teflonowych prowadnic). O domknieciu go do konca (sygnał do rozpoczecia odczytu) „informuja” dwa wbudowane w nie magnesy – zamiast nieco kłopotliwego (zwłaszcza przy demontazu obudowy) przekaznika stykowego.

Audionet PLANCK

Góra i boki to jednolity odlew aluminiowy o grubosci 20 mm i masie ponad 8 kg. Jest ultrasztywny.

Całosc robi znakomite wrazenie. Nowy – równiez aluminiowy – jest takze pilot. U poprzednika do dyspozycji był (i wciaz jest) nadajnik uniwersalny (Logitech Harmony One) – niezbyt przyjemny w codziennej eksploatacji. Co kilka dni trzeba go ładowac. Z Planckiem otrzymujemy porzadny, klasyczny, aluminiowy pilot RC1 – równie solidny jak sam odtwarzacz. Mozna by nim wbijac gwozdzie (choc niewatpliwie szkoda by było).

No wiec zagladamy do wnetrza, a tam… znajomy widok. Powiedziec, ze Planck bazuje na modelu ART G3, to troche tak, jakby wychodzac z kina stwierdzic, ze oczekiwało sie lepszej gry aktorskiej. Cóz, nie da sie tego ukryc: mamy do czynienia z tym samym i tak samo zamontowanym napedem (uznany „profesjonalny” Philips CDM-PRO 2LF), tozsamym układem sterowania (DSP), ta sama sekcja cyfrowa, tymi samymi przetwornikami c/a, upsamplerem, a nawet zasilaczem. Spodziewałem sie nawiazan, jednak nie tak znaczacych. Oczywiscie, sa pewne zmiany. Nowe, to znaczy zmodyfikowane, sa moduły wyjsciowe. Pojawiły sie w nich duze zółte kostki z dwoma wyprowadzeniami
(wygladaja na kondensatory). Audionet podaje, ze ta czesc układu jest dyskretna. Mozliwe, nie wiem jednak, po co sa tam układy scalone (notebene te same co w G3). W moim ostatnim odtwarzaczu CD w tym samym miejscu znajdowały sie kondensatory MKT 6,8 µF. Wyzszej jakosci jest takze bezpiecznik pradowy (rodowany). Zupełnie inna – i to jest niewatpliwie najwieksza zmiana – jest natomiast płytka obsługujaca wejscia cyfrowe. Wejscie USB wyglada na izolowane (w jego poblizu znajduje sie mikrotransformator), a jego kontrole sprawuje układ XMOS. Ci, którzy sadza, ze za jego posrednictwem beda mogli odtwarzac materiał hi-res, maja racje, tyle ze czesciowa. DSD nie posłuchamy, podobnie jak ekstremalnego PCM (DXD, 384 kHz), poniewaz zastosowane przetworniki (Analog Devices AD1955) obsługuja co najwyzej PCM 24/192. Mówiac inaczej, Planck – tak zreszta jak i ART G3 – nie powstał z mysla o słuchaniu plików. Róznica polega na tym, ze teraz mozemy podłaczyc streamer lub komputer i słuchac 95% dostepnych nagran w gestych formatach hi-res, co wczesniej w ogóle nie było mozliwe.

Audionet PLANCK

Zdaje sobie sprawe, ze mało kto pamieta budowe ART G3, dlatego przytocze garsc istotnych informacji – tym bardziej, ze elektronike Plancka nalezy obiektywnie docenic za ogólna jakosc. Układ jest bardzo rozbudowany, a zarazem „ciasny”, przy czym pewne zdziwienie budzi to, jak wiele miejsca zajmuje płytka z procesorem DSP i trzema „archiwalnymi" interfejsami cyfrowymi Burr-Brown DIT4096I (96 kHz) – tu wykorzystanych prawdopodobnie do obsługi wyjsc cyfrowych (Planck moze byc, rzecz jasna, wykorzystywany jako naped CD, w przeciwnym razie wyjscia cyfrowe mozna – i warto – wyłaczyc).

Audionet PLANCK 

Zmodyfikowane moduły wyjsciowe (klasa A) to jedna z niewielu dostrzegalnych zmian.

Na szczególna uwage zasługuje sztandarowe rozwiazanie Audioneta w dziedzinie konstrukcji napedów i odtwarzaczy CD: zawieszenie mechanizmu na poliestrowym pasie (Aligned Resonance Transport – ART). Napinaczami, tworzacymi zarazem centymetrowy dystans do podłoza, sa dwa prostokatne elementy aluminiowe. Dawniej w tym miejscu stosowano niepowaznie wygladajace kołki rodem z przemysłu meblarskiego. Sam naped umieszczono na aluminiowej płycie o grubosci 8 mm. Okupujacy lewa strone zasilacz bazujace na niezbyt duzym, ekranowanym toroidzie (produkcji niemieckiej) i współpracuje za spora liczba stabilizatorów napieciowych (oddzielne linie zasilania dla poszczególnych bloków), pojemnosci filtrujace nie sa duze. Warto wspomniec o układzie izolacji i oddzielnego zasilania płytki zegara taktujacego. Audionet

wiele uwagi poswiecił (juz 8 lat temu) redukcji jittera – i tu mamy na to dowód.

Docisk płyty stanowi niewielki krazek dociskowy o konstrukcji znanej z ART G3 (polimer POM) wyposazony w silny magnes neodymowy. Chwyt dysku jest bardzo pewny.
Według Audioneta cały układ jest „DC coupled”, a wiec nie zawiera kondensatorów sprzegajacych. Analogowy tor sygnałowy charakteryzuje, jak wspomniałem, budowa dyskretna i praca w klasie A. Zapewnia on nieprzecietnie duzy poziom wyjsciowy (3,5 V RMS z wyjsc RCA), co nalezy brac pod uwage przy porównaniach z innymi zródłami cyfrowymi. Warto równiez skonfrontowac te wartosc z marginesem przesterowania wejsc wzmacniacza.

Planck ma analogiczny zestaw złacz jak ART. Znajdziemy tu wiec cztery wejscia cyfrowe (w tym USB 24/192), trzy wyjscia cyfrowe (AES/EBU i dwa koaksjalne), dwa komplety wyjsc analogowych (RCA od Furutecha i XLR-y) optyczne łacza do sterowania systemowego oraz jeszcze jedno wazne gniazdo opisane jako AMPERE. Słuzy do podłaczenia opcjonalnego zasilacza o tej nazwie (technicznie mozliwe jest takze uzycie znacznie tanszego modelu EPS G2 – napiecia i złacza sa te same). To potezne urzadzenie o masie 18 kg zbudowane wokół dwóch 300-VA transformatorów toroidalnych, stabilizatorach na bazie mosfetów i pojemnosci filtrujacej – bagatela – az 576 tys.
mikrofaradów. Urzadzenie otrzymalismy w drugiej fazie testu, tak wiec mozliwe było sprawdzenie, jak duza poprawe brzmienia wnosi ten (kosztowny – 37 tys. zł) upgrade.

Audionet AMPERE

BRZMIENIE (I OPINIA)

Od razu uchyle rabka „tajemnicy": Planck gra naprawde bardzo dobrze. Nie rozczarowuje – pomimo ceny. Gdybym ograniczył sie do porównania z Meitnerem MA-1, grajacym
po USB z Auralica Ariesa, sformułowałbym nieco odmienna opinie, jednak niedawny kontakt z flagowym odtwarzaczem T+A (PDP 3000 HV) oraz podstawowym modelem
Accuphase’a kaze mi spojrzec na mozliwosci Plancka w innym, zdecydowanie jasniejszym swietle. Po dłuzszym odsłuchu i bezposrednich porównaniach zaczałem doceniac ten moze nieszczególnie nowoczesny, ale jakze swojsko brzmiacy player. Swojsko – znaczy w tym przypadku „z jajami”. Przepraszam za to nieco wulgarne, jednak w tym przypadku, jak sadze, trafne skojarzenie.

Flagowy Audionet reprezentuje energetyczne, potezne granie. Duza doza ekspresji, szczególnie w porównaniu z Accuphase DP-560, szeroki zakres dynamiki i ogólna swoboda to elementy, które kształtuja brzmienie tego odtwarzacza, jego subiektywny odbiór przez słuchacza. Te cechy niejako z „automatu” pozwalaja polubic ten dzwiek, tym samym oddalajac obawy z gatunku: „precyzyjny to pewnie bedzie, ale czy muzykalny?” Tak, Planck jest muzykalny – potrafi zrobic wiele, by wciagnac słuchacza w muzyczna akcje.

Nie robi tego jednak na modłe usypiaczy czy pluszowych misiów, lecz dokonuje tego dzieła przede wszystkim na poziomie dynamiki – szczególnie w zakresie basowym (choc nie tylko) oraz energii ulokowanej takze w srednim zakresie pasma. Ten jest wyrazisty, powiedziałbym, ze obszerny, mocny, dosc konturowy, ale bez karykaturalnej przesady. Planck wie, jak obchodzic sie z transjentami. Nie tłumi ich, ale tez nie wysusza. Podaje je z odpowiednia doza zdecydowania i energii (znów pada to słowo – z braku lepszego odpowiednika). Na tle ostatnio odsłuchiwanych lub porównywanych odtwarzaczy robi to, moim zdaniem, najlepiej.

Audionet AMPERE

Z odtwarzaczem łaczymy go specjalnym siedmiostykowym kablem. Napiecia i rodzaj złacz sa takie same jak w dwóch tanszych zasilaczach.

Bardzo dobrze wypada brzmienie gitar – maja odpowiednie „ciecie”, dobrze „draza”, ale rzadko przeradza sie to w agresje; jesli juz, to z powodu nie najlepszej jakosci nagrania. Pewnym efektem ubocznym jest jednak niewielki „stres” w obrebie – tak to przynajmniej odbieram– nizszych sopranów. Sa mocne, zdecydowane, chwilami nieco za bardzo, co bywa odczuwalne w nagraniach z jasno (ale dobrze) nagranymi blachami perkusyjnymi – przykładem niech bedzie „Accentuate The Positive” nieodzałowanego
Ala Jarreau. Hi-hat „swieci” mocniej niz zwykle. Sam skraj pasma jest jednak gładki, obdarzony spora doza tzw. powietrza, choc w zadnym razie nie jest to poziom Meitnera. Ogólnie rzecz biorac, wysokie tony sa dobre, choc w moim odbiorze, mojej skali odniesienia – na pewno nie referencyjne. 

Szczegółowosc jest duza, na tle tanszych odtwarzaczy nawet bardzo duza, jednak nie jest to cecha dominujaca, jakos szczególnie zwracajaca na siebie uwage. Słychac to, co trzeba – nie jakos szczególnie wiecej, ani mniej. Takie podejscie uwazam za słuszne i pozadane. Pod wzgledem stereofonii Planck ma wiele do zaoferowania. Jest rozmach, jest swoboda. Osobiscie oczekiwałbym jeszcze wiecej napowietrzenia i subtelnosci, spójnosci poszczególnych planów. Prosze wybaczyc – mam rozdmuchane wymagania wskutek ponad 4-letniego obcowania z Meitnerem MA-1. Najlepsze przetworniki w cenie zblizonej do ceny Plancka, lub nawet tansze, potrafia dzis wiecej. Tyle ze one graja jakby w innej lidze. Powrócmy wiec na grunt odtwarzaczy płyt kompaktowych. Bez wzgledu na wszystko, imponujacy jest bas Audioneta. Po pierwsze, jest go duzo. Ma mnóstwo „poweru”, wyborne jest wypełnienie (acz chwilami przesadne). Kontrola, precyzja, szybkosc otrzymuja oceny oczko nizsze, wciaz jednak bardzo dobre w skali odtwarzaczy CD (najlepszych DAC-ów juz nieco mniej). Bas Plancka ma niewatpliwy, czynny udział w równowazeniu dosc odwaznej góry, ale przede wszystkim – do spółki z wyrazista srednica – pozytywnie napedza odtwarzana muzyke. Jasne, ze mocny bas nie zawsze bedzie atutem – w niektórych systemach (tych borykajacych sie na przykład z dudniacym pomieszczeniem) wrecz odradzałbym to zródło. Z reguły jednak – tak obstawiam – polubimy ten sposób prezentacji.

Audionet PLANCK

Uwazni Czytelnicy zapewne zorientowali sie, ze kazdego zakresu w brzmieniu Plancka jest… duzo. To swoisty paradoks, ale tez prawda – subiektywnie tak to własnie sie odbiera (przynajmniej ja). Audionet nie jest zupełnie neutralny tonalnie, za to słowo „naturalnosc” pasuje do niego juz bardziej. Sa na rynku odtwarzacze brzmiace subtelniej (w rozumieniu: ciemniej, spokojniej), jak np. Accuphase DP-560. Sa tez takie, które bardziej „rozpływaja sie” nad barwami instrumentów czy wokali. Co w zadnym razie nie znaczy, ze Planck jest tu ułomny. Wokale odtwarza w sposób zywy, naturalny, moze jedynie nieco rozjasniony. Z trzeciej strony, sa tez takie odtwarzacze, które brzmia bardziej sucho i technicznie. Planck nie nalezy ani do jednej, ani do drugiej grupy. Robi wszystko co najmniej dobrze lub bardzo dobre, nie zaliczajac zadnych wpadek.
Jest jak niemiecka sportowa limuzyna pokroju BMW M5. Swietne osiagi, bardzo dobry komfort i odpowiedni image – wszystko sie jakby zgadza .(FK)

II OPINIA

If I were a rich man... rozmarzyłem sie. A przeciez kilka lat temu porzuciłem na dobre płyty CD. Zaraz, ale o co chodzi?
No dobrze, od poczatku. Cos mi sie wydaje, ze Naczelny nie do konca mógł uwierzyc w to, co słyszy, wiec zaproponował mi napisanie drugiej opinii. Tuz przed przewiezieniem cedeka do mnie doszła jeszcze przesyłka z dedykowanym zasilaczem – Ampere. Dostałem wiec komplet. Podpiałem Audionety do integry Kondo Overture PM2i, te do moich Ubiqów, zasiliłem wszystkie trzy urzadzenia nowymi, topowymi sieciówkami KBL Sound, Synchro Master Power i, majac swiadomosc mocno graniczonego
czasu na napisanie kilku tysiecy znaków, zabrałem sie za słuchanie. Do owego: „if I were a rich man...” doszedłem juz po jakichs pieciu minutach. Gdy do jednego z poprzednich numerów testowałem odtwarzacz CD/SACD T+A PDP 3000 HV, opis zaczałem od czystosci, transparentnosci i detalicznosci jego brzmienia. To cechy, którymi
kazde wysokiej klasy zródło musi sie wykazac. Pytanie tylko: czy to one maja odgrywac pierwsze skrzypce? Niekoniecznie.

Tym razem, juz przy pierwszym utworze, w mojej głowie pojawiło sie słowo „gładkosc” i pozostało tam jako cecha wiodaca do konca odsłuchu. To był poziom gładkosci kojarzacy mi sie bardziej z analogiem, płytami winylowymi czy tasma magnetofonowa, ewentualnie plikami DSD niz kompaktami czy inna forma PCM-u. Tym bardziej, ze owej gładkosci towarzyszyła równiez wyjatkowa płynnosc prezentacji. To własnie ona, bezposrednio zwiazana z wewnetrzna spójnoscia dzwieków składajacych sie na muzyke, jest obok duzej energii podstawowa cecha pozwalajaca nam bezbłednie odrózniac muzyke grana na zywo od jej reprodukcji. Niczym na koncercie, człowiek nie zastanawia sie, czy barwa jest prawidłowa, czy jest dobra separacja, definicja, dywagacje na temat basu, góry i srednicy wydaja sie nie miec sensu, podobnie jak dyskusje, czy zródła pozorne sa na scenie odpowiednio duze i trójwymiarowe, czy scena ma odpowiednia szerokosc i głebokosc itd. Nie musi, otrzymuje bowiem kompletny, plastyczny obraz tworzony przed jego oczami przez wykonawców, czuje atmosfere, emocje towarzyszace muzykom i słuchaczom, daje sie porwac tym wszystkim muzycznym i pozamuzycznym elementom, tak doskonale, płynnie składajacym sie w wyjatkowa całosc. Elementami tej całosci sa równiez: czystosc, transparentnosc i ogromna ilosc informacji. Tyle ze nie sa tu one najwazniejsze – to jedynie trybiki w muzycznej machinie. Twierdzisz pan wiec, ze Plancka mozna porównac z muzyka grana na zywo? Porównac mozna. Muzyka live wygra, bo niemieckim inzynierom nie udało sie osiagnac niemozliwego. Smiem jednak twierdzic, ze wykonali kolejny krok w dobra strone, zmniejszajac ów dystans bardziej niz wiekszosc znanych mi zródeł (i to nie tylko cyfrowych).

Audionet PLANCK

Planck zachwycił mnie równiez prezentacja basu. To wcale nie było łatwe, bo ciagle jestem pod wrazeniem mozliwosci w tym zakresie genialnego phonostage'a Tenor Audio Phono 1. A jednak niemiecki odtwarzacz, zwłaszcza uzupełniony Amperem (choc nie tylko), moze stanowic cyfrowy wzorzec godny nasladowania. Rzecz zarówno w rozciagnieciu tego skraju pasma, dociazeniu go, swietnej definicji, róznicowaniu, jak i w pieknym oddaniu barwy i faktury chocby kontrabasu czy fortepianu. 

Na krazku Isao Suzuki kontrabas siegał do bram piekieł, momentami niemal przygniatajac mnie swoja wielkoscia i masa. Podobnie brzmiały organy na płycie Arne Domnerusa, mruczace na poziomie niemal subsonicznym, co czułem nawet głeboko w kosciach. Dynamike, kontrole i definicje przy niebedacym absolutnym mistrzem w tym zakresie wzmacniaczu Kondo, usłyszałem chocby na „Suicie hiszpanskiej" Albenitza, pełnej mocnych, szybkich uderzen orkiestry, czy na wyjatkowej interpretacji „Dziewiatej" Beethovena pod Boehmem czarujacej nagłymi zmianami tempa i ogromnymi skokami dynamiki. Nie było miedzy nimi przerw, przeciagania, rozmycia. Było cichutkie piano i natychmiastowe, przepotezne forte, a po chwili to samo, tylko w druga strone. Ampere jeszcze ów zestaw cech pogłebiał, dodawał dzwiekowi rozmachu i potegi, stwarzał wrazenie absolutnej stabilnosci (co w zadnym razie nie znaczy, ze bez zasilacza jej brakowało).

Skupiłem sie na basie, bo rzadko słysze u siebie az tak dobry. Nie znaczy to wcale, ze reszta pasma odstaje jakoscia od niskich tonów. Najprosciej byłoby powiedziec, ze owa reszta jest... akuratna, taka, jaka byc powinna, by nie przejmowac sie jej poszczególnymi elementami, a po prostu oddac sie we władanie muzyce.

Przesłuchałem kilkanascie dobrze mi znanych płyt z rózna muzyka, z róznych wytwórni, nawet CD-R wyladował w napedzie. Planck swietnie róznicował te nagrania, czego
najbardziej jaskrawym przykładem była nagrana w komputerze płytka z koncertem Gilmoura (wyszedł tylko na DVD, wiec CDR-a stworzyłem kiedys sam). Uwazałem ten krazek za całkiem niezle brzmiacy, dopóki nie przesłuchałem go teraz. Dzwiek w porównaniu do płyt XRCD, K2HD, czy nawet dobrych „zwykłych” wydan, był po prostu bardziej szary, mniej dynamiczny, blachy. Wokal Davida czy chórki zabrzmiały matowo, brakowało im naturalnego blasku.

Zachwyciłem sie natomiast „Czterema porami roku” Vivaldiego z Carmignola, krazkiem wydanym przez Sony Classic, wiec wcale niekoniecznie audiofilskim. Barwa i faktura instrumentów były pokazane w sposób, który od pierwszych sekund uznałem za jedynie słuszny. Mikrodynamika stała na równie wysokim poziomie co makro, pozwalajac mi rozkoszowac sie maestria Carmignoli i muzyków Weneckiej Orkiestry Barokowej.

Wyjatkowy realizm i naturalnosc prezentacji proponowanej przez Plancka opieraja sie na jeszcze jednym fundamencie – stereofonii, przestrzennosci, obrazowaniu, a własciwie wszystkich tych elementach tworzacych nierozłaczna całosc. Duze, wyraznie trójwymiarowe, acz nieprzesadnie konturowe zródła pozorne, dobra gradacja planów, szeroka i głeboka scena, skala prezentacji – czy to na krazkach nagranych w małych klubach, czy z duzymi spektaklami operowymi – do tych aspektów nigdy nie miałem zadnych zastrzezen. O zachwytach mógłbym pisac długo. Kwestia druga – Ampere. Planck i bez niego jest zródłem znakomitym – jednym z najlepszych, jakich miałem okazje posłuchac. Wydanie kolejnych kilkudziesieciu tysiecy złotych moze wiec wydawac sie przesada, bo zasilacz nie wnosi fundamentalnych zmian. Raczej wzmacnia cechy tego odtwarzacza – dzwiek jest jeszcze pełniejszy, bardziej skupiony, stabilniejszy, a jeszcze nieco czarniejsze tło sprawia, ze róznicowanie w zakresie dynamiki i barwy przychodzi Planckowi jeszcze łatwiej. Tyle ze na tym, najwyzszym poziomie, walczy sie własnie juz „tylko” o niewielkie, idace w pozadanym kierunku
zmiany.

Jesli zatem szukacie najlepszego mozliwego odtwarzacza CD grajacego kazda muzyke ze swoboda i naturalnoscia, posłuchajcie Plancka – najlepiej wraz z Amperem. Choc tanio nie bedzie, to do najdrozszych zródeł cyfrowych jeszcze temu zestawowi daleko. Jakosciowo zas – wcale niekoniecznie... Aha, jeszcze jedno –gdyby ktos chciał mi go sprezentowac, to przyjme z wdziecznoscia – z Amperem czy bez. To mówiłem ja, człowiek od kilku lat nieuzywajacy płyt CD… (MD)

NASZYM ZDANIEM

Audionet przeszedł w ostatnim czasie pewne zmiany personalne. Bardzo wzmocnił swój marketing, czego przejawem jest wykorzystanie nazwisk słynnych niemieckich fizyków do nazwania swoich produktów, a takze nieco bunczuczne hasła w rodzaju „rocket science". Plancka, w tym wcieleniu, trudno uznac za „skok kwantowy” (cokolwiek
miałoby to oznaczac; odrzucam złosliwosci odnoszace sie do skali zjawisk kwantowych). 

Uwazamy go za jeden z najlepiej brzmiacych odtwarzaczy CD, jakie dane nam było słyszec. Porównania z propozycjami konkurentów, takich jak T+A czy Accuphase, uprawniaja do wysokiej – a nawet bardzo wysokiej – oceny. Jesli szukacie „konkretnie”, miesiscie i wyjatkowo płynnie brzmiacego odtwarzacza CD o wielkiej dynamice, duzej kulturze brzmienia, który Was nie zanudzi, ale tez nie zameczy swoja analitycznoscia czy dosadnoscia, to Planck jest bardzo mocnym kandydatem do posłuchania we własnym systemie.
Oj, tak.

Udostępnij

Zostaw komentarz